TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Zamba.pl to serwis społecznościowy, dzięki któremu poznasz nowe osoby, odnajdziesz znajomych i dowiesz się co inni myślą o Tobie. Aby dołączyć do innych użytkowników serwisu zarejestruj się!
butterman blog
ONA: Obudziła się znowu przed budzikiem. W czasach przed nim nigdy jej się to nie zdarzało, teraz było to już codziennością. Był poniedziałek! Uśmiechnęła się do siebie. Tak bardzo tęskniła za nim w czasie tego weekendu... Już niedługo będzie znowu w biurze, włączy komputer, przeczyta e-maila od niego – bo on zawsze pisał – zrobi się jej tak dobrze. Cichutko wysunęła się z łóżka i poszła do łazienki. Stała pod prysznicem i zastanawiała się, czy chciałaby, żeby on tutaj był i widział ją nagą. Nie, teraz nie powiedziałby nic zupełnie, ale za kilka dni napisałby jej, że ma pod prawą piersią 3-milimetrowy pieprzyk, który jest słodki, że jej lewa kość biodrowa bardziej wystaje niż prawa i chciałby w nią kiedyś uderzyć czołem, i że sutki jej piersi są bardziej brązowe niż sobie wyobrażał, i gdy jej robiłoby się już ciepło od tych niesamowitych komentarzy, to sprowadziłby ją na ziemie pisząc, że nie powinna myć się mydłem, bo ma za wysokie pH.
Dlatego nie była jeszcze całkiem pewna, czy chciałaby, żeby on ją teraz widział. Postano-wiła, że nie będzie teraz, jak to nazwał, „analizować tego pożądania” i że zrobi to w biurze znacznie później, gdy już przeczyta e-mail od niego lub porozmawia z nim na ICQ. Albo najlepiej jeszcze później, gdy wypije ulubione kalifornijskie Cabernet Sauvignon i będzie się jej robiło – lub już będzie – „błogo”.
Z zamyślenia wyrwał ją mąż, który wszedł właśnie do łazienki. Rzucił, że jeśli jeszcze dłużej będzie zajmować prysznic, z pewnością spóźnią się do pracy. Miał racje. Jak zawsze, nawet gdyby nie miał. Wytarła się szybko ręcznikiem i naga pobiegła do sypialni.
Od momentu, gdy – na samym początku – z rozbrajającą szczerością zapytał ją, w jakim kolorze bieliznę ma na sobie, zaczęła myśleć o tym każdego ranka. Kiedy okazało się, że jego ulubionym kolorem jest zielony, jakoś tak „przypadkowo” kupiła trzy komplety bielizny w różnych odcieniach zieleni. Postanowiła, że dzisiaj nałoży ciemnozielony, najbardziej seksy, ze stanikiem zapinanym z przodu i z koronkowymi majteczkami. Czuła, że ten spodobałby mu się najbardziej. I to wcale nie dlatego, że jej mąż patrzył na nią tak dziwnie, gdy czasami siedziała w sypialni tylko w bieliźnie robiąc makijaż.
W biurze było cicho i była sama. Uwielbiała tę samotność, odkąd go poznała. Parzyła ka-wę, a kiedy jej zapach rozchodził się po całym biurze, włączała komputer i siadała pełna oczekiwań, jak zadurzona nastolatka, z filiżanką kawy przed monitorem. Uruchamiała program poczto-wy i czekała, aż wszystkie e-maile „ściągną się” z ich firmowego poznańskiego serwera na jej komputer. Potem otwierała po kolei listy od niego i czytała. I stawało się tak cudownie i roman-tycznie. Tak było od kilku miesięcy.
Tym razem serwer w Poznaniu nie odpowiedział. Po przyjściu sekretarki natychmiast zmusiła ją do sprawdzenia poczty. Z jej komputera też nie można było połączyć się z Poznaniem. Była wściekła i rozczarowana. Zepsuli jej cały poniedziałkowy poranek, a dla niej poniedziałek rano był od kilku miesięcy tym, czym dla wielu piątkowy lub sobotni wieczór. Zadzwoniła do Po-znania. Powiedzieli, że ktoś „zaatakował” ich serwer i że pracują nad tym, ale to poważna usterka i dzisiaj jej z pewnością nie usuną, bo nie wiedzą nawet dokładnie, co zostało zniszczone.
- Palanty! On na pewno by wiedział „co zostało zniszczone” już po 10 minutach – pomyślała wściekła.
Zadzwoniła do niego.
- Jakubku, tęskniłam za tobą – wyszeptała. – nasz serwer w Poznaniu nie działa, więc nie mogłam przeczytać twoich maili, a wiesz, jakie to dla mnie ważne. Wpadłam na pomysł, żebyś mi je przeczytał przez telefon. Zrobisz to, prawda?
Przez kilka sekund nic nie odpowiadał, a potem powiedział coś, co ją zaniepokoiło:
- Nie przeczytam ci ich, nie mogę.
- Ale przecież napisałeś je do mnie i wysłałeś, prawda?
- Oczywiście, że napisałem i wysłałem, ale... potem zmieniłem zdanie – powiedział.
Przez chwilę analizowała jego słowa i nagle powiedziała.
- Jakub! Czy gdy już zmieniłeś zdanie, jak ty to delikatnie nazywasz, to wykończyłeś serwer w Poznaniu, żeby i on „zmienił” zdanie i mi ich nie doręczał? – zapytała zdenerwowana.
- Nie, nie wykończyłem, ale tylko dlatego, że nie umiałem. Wykończył go mój przyjaciel. Wybacz mi, proszę. Kiedyś Ci wszystko wytłumaczę.
Było jej przykro, czuła się zraniona przez niego, po raz pierwszy odkąd zaistniał w jej życiu.
- Co było w tych mailach? – zapytała podniesionym głosem.
Natychmiast dotarło do niej, że to najgłupsze pytanie, jakie mogła zadać.
- Nie odpowiadaj. Zadzwonię do Ciebie później. Teraz muszę się uspokoić.
Odłożyła słuchawkę. Nic już nie było tak jak „przed nim”. Jak ona w ogóle żyła „przed nim”? Facet wysyła e-mail, a potem rozkłada cały komputer, żeby ona go nie mogła przeczytać. Kto robi takie rzeczy, kto zadaje sobie tyle trudu?



ON: Budził się rano i myślał o niej. Nie pamięta dokładnie, kiedy to się zaczęło, ale trwało już kilka tygodni. Czuł rodzaj wyczekiwania i dziwny smutek. Nagły ucisk w piersiach lub nagłe nie kontrolowane uczucie wzruszenia, gdy w radiu ktoś śpiewał o miłości, a on akurat wypił już trochę wina. To było nowe. Kiedyś słyszał w radiu tylko wiadomości. Wkradła się w jego życie nie-spostrzeżenie. Od pierwszej chwili wydała mu się niezwykła. Nigdy nie zapomni tego czwartkowego popołudnia, gdy pracując nad swoim programem nagle kątem oka zauważył na monitorze komputera, że ktoś przesłał mu wiadomość używając ICQ. Otworzył ją i przeczytał:
„Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno, że chcę komuś opowiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Ci o tym opowiedzieć?”
Pozwolił i tak się zaczęło. Dzisiaj też się obudził z myślą o niej i uśmiechnął do siebie. Był poniedziałek! Będą razem przez całe 5 dni. Otwierając drzwi do biura, usłyszał telefon. To była ona. Musiało się coś stać. Przedtem zadzwoniła do niego jeden, jedyny raz. Kiedy jednak wyszeptała „tęskniłam za tobą”, niepokój minął i powrócił erotyczny nastrój niezwykłego poranka. Zapytała go nagle o e-mail z soboty. Nie spodziewał się tego. Nie przyszło mu do głowy, że Ja-cek poproszony o zdjęcie jednego jedynego maila „zdołuje” cały komputer.
Co miał jej odpowiedzieć? Że fakt, iż nie należy tylko do niego, doprowadza go ostatnio do obłędu? A jeszcze do niedawna myślał, iż nie boli go myśl, że ona co wieczór idzie do łóżka z innym mężczyzną. Wydawało mu się, że ten facet biorący ją jak swoją, gdy tylko ma na to ochotę, jest jak fragment życiorysu, który jej się przytrafił, gdy jego, Jakuba, jeszcze nie było w jej życiu. Chciał, aby ona myślała tylko o nim, gdy przeżywa radość, podejmuje decyzje, jest wzruszona lub rozmarzona. Chciał, aby o nim myślała, gdy wybiera bieliznę, szminkę, perfumy lub od-cień farby do włosów. Chciał, aby tylko o nim myślała na ulicy, gdy odwraca głowę na widok całującej się pary. Chciał być jej pierwszą myślą rano, gdy się budzi i ostatnią wieczorem, gdy za-sypia.
Zauważył ostatnio, że nauczyła się żyć przytulnie i wygodnie, pomiędzy dwoma mężczyznami: swoim mężem i nim. Mógł ją zapytać, czy tak jest w istocie. Nie zrobił tego w obawie, że mogła to potwierdzić. Wpadł we własną pułapkę: męska duma w połączeniu z wrażliwością zaczynała być jak rana na stopie, która się jątrzy na skutek chodzenia. A chodzić musiał. Jednak gdy w piątek, na jego prośbę, przysłała mu fotografię z przyjęcia zorganizowanego przez firmę i zobaczył ją z mężem, cały ten model wyłączności rozsypał się jak domek z kart. Nagle zdał sobie sprawę, że to mężczyzna z fotografii bywa w niej palcami, językiem i penisem, to przy tym facecie z fotografii ona szepcze, jest wilgotna i być może nawet krzyczy z rozkoszy. Uderzył się tą myślą w sam środek rany i w bólu po tym uderzeniu napisał ten list i wysłał.
Gdy ból minął, kipiał ze wstydu. Przecież to on przekonywał ją, że znajdzie więcej miłości w nagłym przepływie energii między źrenicami. I po tym wszystkim miałaby przeczytać łzawy e-mail o jeszcze jednym samcu, który ma bóle serca i prostaty z zazdrości?! Nie zrobi tego. Nie przeczyta jej tego tekstu. I chociaż jeszcze nigdy nie widział jej źrenic, wyobrażał sobie, że muszą być ogromne i szczególnie piękne, gdy mówi to wyjątkowe zdanie: „Wiesz, że będzie mi do-brze, gdy to zrobisz. Zrobisz, prawda?”



ONA: Nie umiała jeszcze tego nazwać, co się z nim działo. To nie było „zakochanie”. Wiedziała, że przy zakochaniu nia ma aż tak silnych objawów. Chociaż nagle zdała sobie sprawę, że mogła się mylić w jego przypadku.
Nagle wiedziała dokładnie, co zrobić. Wzięła dyskietkę z ICQ i zamówiła taksówkę. Sekretarce powiedziała, że źle się czuje i musi iść do lekarza. Kazała zawieźć się do nowo otwartego hotelu, o którym dużo się ostatnio mówiło. W recepcji zapytała, gdzie jest opisywana w gazetach Internet Cafe. „Kawiarnia” okazała się kilkoma komputerami w rogu klubu nocnego.
Gdy tam weszła, była dopiero 10 rano. Klub był zupełnie pusty, a za barem stał młody barman z przekrwionymi od kaca oczami i wycierał kieliszki. Był mniej więcej w jej wieku. Typ latynoskiego kochanka z czarnymi błyszczącymi od żelu włosami zaczesanymi do tyłu. Widać było, że nie spodziewał się nikogo w poniedziałek o tej porze i że wyraźnie przeszkadza mu „wylizywać rany” po wczorajszej nocy. Gdy podeszła do baru, zmierzył ją obojętnym wzrokiem od stóp do głów.
Zapytała o Internet. Bez słowa zaprowadził ją do komputerów. Stały na małych ciężkich stolikach z drewna. Niektóre klawiatury były poplamione czerwonym winem, obok walały się jeszcze popielniczki pełne niedopałków. Z rozbawieniem zauważyła też, że na jednym monitorze są wyraźne ślady krwistoczerwonej szminki. Genialne! Czyż ona też nie chciała czasami zrobić czegoś takiego? Na przykład wtedy, gdy Jakub w trakcie jednej z opowieści na temat Internetu ni stąd ni zowąd i zupełnie bez kontekstu napisał: „Pragnę Cię tak bardzo teraz...” Zrobiło się jej ciepło koło serca, ale tylko przez chwilę. Zaraz potem poczuła, chociaż długo nie chciała przy-znać się do tego nawet przed samą sobą, że tak naprawdę chciałaby, aby dotknął ustami jej piersi.
Barman zauważył jej nagłe zamyślenie, chrząknął głośno i włączył komputer stojący dokładnie naprzeciwko baru. Gdy zaczął tłumaczyć jej, jak posługiwać się myszką, zmierzyła go tylko wzrokiem i powiedziała, że nie musi się trudzić, że doskonale da sobie radę bez jego kursu dla początkujących. Wrócił za bar obrażony.
- Macie ICQ na tych komputerach? – zapytała.
Po jego wzroku wiedziała, że nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Zaczął bredzić, że „czekają właśnie na nową wersję”, a ona zastanawiała się, dlaczego mężczyzną tak trudno przy-chodzi przyznać się, że jest coś, czego nie wiedzą. Postanowiła nie pytać go, czy może zainstalować ICQ sama. Wsunęła dyskietkę, którą przyniosła ze sobą i zaczęła instalować. Przez cały czas patrzył na nią podejrzliwie zza baru. I wtedy przyszła jej do głowy niesamowita myśl.
Tak, to jest ta niezwykła konstelacja! Ten klub, to co się stało z serwerem w Poznaniu, jej dzisiejszy nastrój.
Podeszła do baru:
- Proszę przynieść litrową butelkę gazowanej wody mineralnej, 4 plasterki cytryny, dwie słomki do picia, kawę z podwójnym amaretto, butelkę czerwonego wytrawnego wina i dwa kieliszki.
Widziała jego zdziwienie, ale tylko skinął głową i zapytał:
- Przepraszam, do której płaci pani za komputer?
- Do 16:30 i proszę zamówić mi taksówkę na 16:45.
Wróciła do komputera i wysłała e-mail na jego pager: „Jakubku, przyjdź na ICQ najprędzej jak możesz. Powiem Ci o sobie wszystko, co będziesz chciał.”
Była wdzięczna światu za tę mądrość, dzięki której spotkała jego. Za chwilę komputer dał jej znać, że on już jest.
- Kochanie, skąd się wzięłaś? – zapytał – Nie mów, że Poznań już się „podniósł”.
- Nie podniósł się. To ja się podniosłam. Za bardzo tęskniłam za Tobą i za bardzo się cieszyłam na ten poniedziałek, żeby dać sobie to odebrać jakiemuś serwerowi w Po-znaniu. Jestem w Internet Cafe w nowym hotelu w Warszawie i będę tu z tobą do 16:30. Siedzę w pobliżu baru, piję wodę mineralną z cytryną i zamówiłam butelkę czerwonego wina, którą zaraz otworzę. Oprócz barmana, który się zupełnie nie liczy, jesteśmy sami, tylko Ty i ja.
I nie czekając na jego reakcję napisała to nieprawdopodobne zdanie: „Jakubku, UWIEDŹ MNIE DZISIAJ, DOBRZE? Zrób to proszę. Jeszcze nigdy nie byliśmy razem w klubie nocnym, sami i z alkoholem w mojej krwi. I możemy po raz drugi długo nie być. Zamknij na klucz drzwi od twojego biura i przypomnij sobie, że jest poniedziałek rano. Przecież poniedziałek rano to nasz najlepszy czas. Czekamy na niego zawsze bardzo stęsknieni”.
Przerwała pisanie i krzyknęła do barmana:
- Czy mógłby pan w końcu włączyć jakąś muzykę?! Proszę – dodała.
„Nic go już nie zdziwi” – pomyślała.
Po chwili całe mroczne i nagle tak przytulne wnętrze wypełnił blues.
- Jakubku, żeby Ci było łatwiej i żebyś miał te same szansę co inni, powiem Ci o sobie to co najważniejsze. Mam na sobie ciemnozielony koronkowy stanik rozpinany z przodu, czarną obcisłą bluzkę z trzema guziczkami ściąganą przez głowę, jestem wyjątkowo piękna, bo okres mi się skończył dwa dni temu, mam ciemnoczerwoną pomadkę na ustach i gdy dotykam warg, czuję mrowienie w koniuszkach palców. Poza tym w powietrzu unosi się blues, a ja mam takie niesamowite myśli, że nawet moja własna podświadomość się rumieni. Masz przecież wszystko, czego potrzebujesz. Klawiaturę, Internet i te swoje pragnienia. I moje pragnienia też masz. ZACZYNAJ wreszcie!.
W klubie rozbrzmiewał Dangerous mood, jej ulubiony kawałek, a ona rozpięła wszystkie trzy guziczki od swojej bluzki, nalała sobie wina do pełna, usiadła wygodniej na pluszowym krze-śle, położyła wolno dłonie na klawiaturze i spojrzała na monitor.
On zaczynał pisać jej te wszystkie czułości, na które tak czekała, a ona pomyślała, jak to dobrze, że akurat dzisiaj nałożyła na siebie tę bieliznę.
Podnosząc kieliszek z winem przez sekundę spojrzała poza monitor.
Barman stał nieruchomo, wpatrując się w nią z otwartymi ustami i wydawało się jej, że nie oddycha, aby niczym nie zakłócić tego, co się tutaj właśnie zaczęło dziać.


 
Fajne
oceny pozytywne: 2  |  oceny negatywne: 0

Dodaj komentarz:

 

Użytkownik
offline
offline butterman (44)
Polska, woj. kujawsko-pomorskie, Toruń



Blogi: tagi
brak tagów